orville peck show pony recenzja
Photo: Orville Peck

Orville Peck – Show Pony

0 Shares
0
0
0

Wpisując w wyszukiwarce frazę Orville Peck, najczęściej pojawiają się zwroty “Orville Peck Face”. Żyjemy w czasach Instagrama, gdzie ludzie przywykli stwarzać pozory, kreować pozy jakie wydaje się im, że społeczeństwo od nich wymaga. Ludzka ciekawość nakazuje więc odkrycie prawdziwej twarzy Orville Peck’a – kowboja, geja, zamaskowanego kapelusznika, który intryguje swoją muzyką i swoją postacią. Artysta gdziekolwiek pojawia się w przestrzeni publicznej, zakłada maskę – tworząc w ten sposób pole do interpretacji. Metaforyczne zakładanie maski, to próba zakrycia swojego prawdziwego ja – by odnaleźć się w bezlitosnym świecie dzikiego zachodu. 

orville peck recenzja
Photo: Orville Peck

Orville Peck Show Pony Recenzja

Orville Peck od lat dziecięcych przejawiał artystyczne zdolności. Przez 12 lat ćwiczył balet, a w późniejszym okresie przeniósł się do Londynu, gdzie studiował na Akademii Muzycznej. W 2019 roku wydał pierwszy album Pony, który został pozytywnie przyjęty przez krytyków i uplasował Pecka na pozycji wschodzących gwiazd muzyki country. Ep-ka Show pony, która niedawno pojawiła się na serwisach streamingowych jest swego rodzajem pomostem, pomiędzy debiutanckim albumem, a zapowiadanym przyszłym, pełnoprawnym wydawnictwem. 

Mini album rozpoczyna się utworem Summertime, którego początkowe gitarowe brzmienia przypominają wstęp do Blue Jeans Lany Del Rey. Głęboki i mocny głos Pecka, w połączeniu z instrumentami, tworzy intrygującą mieszankę, która pozwala przenieść się na tereny Ameryki Północnej. Summertime to utwór o tęsknocie za tym, co przeminęło, a co w naszym odczuciu było dobre. To nostalgiczna podróż do przeszłości, która kończy się melodyjnymi i pozytywnymi dźwiękami banjo. Są one kojące, dają nadzieję i pozwalają myśleć pozytywnie o przyszłości.

You and I
Bide our time
And I miss summertime

Orville Peck No glory in the west

No glory in the west to mój ulubiony utwór z wydanej przez Orvilla Ep-ki. Jest to smutno-gorzki utwór, który w połączeniu z obrazem video, ukazuje podróż samotnego człowieka. Postać wraz z koniem przemierza dzikie, zamarznięte obszary – miejsca, gdzie w gruncie rzeczy wydaje się, że najłatwiej odnaleźć spokój. Podróż tej osoby kończy się w pustym domu, który najpewniej był jego domem rodzinnym. W No glory in the west podoba mi się ascetyczny charakter utworu, gdzie głos Orvilla Pecka akompaniowany jest wyłącznie przez delikatne szarpnięcia strun gitary. Oddaje to wrażenie utworu, który został skomponowany właśnie podczas takiej podróży, przy blasku ogniska. Dla łamiącego stereotypy – XXI-wiecznego geja, który poszukuje własnej ścieżki – podróż może być tak trudna i tak samotna jak przedstawił to Peck.

Przeczytaj również

Na Ep-ce znajdziemy również historię miłosną, przedstawioną w utworze Drive me crazy. Jest to ciekawa kompozycja, która jednak nie wyróżnia się na tle pozostałych. Kids brzmi jak ścieżka dźwiękowa do filmu Tajemnica Brokeback Mountain, gdzie dwóch dorosłych kowbojów, mężczyzn, powraca do tytułowego miasta, gdzie niegdyś połączyła ich wielka miłość. Legends never die jest w moim odczuciu piętą achillesową tego mini-albumu. To jedyny utwór, gdzie Orville Peck zdecydował się kolaborować z innym artystą – w tym przypadku kanadyjską artystką country popu – Shanią Twain. Jej partie wokalne są ostre, jaskrawe, tandetne. Zbyt kontrastują z głębokim, lecz delikatnym głosem Orvilla, który nie tnie jak żyleta. 

 

Na sam koniec pozostaje utwór Fancy, który rozpoczyna się od bicia dzwonu i dźwięków kościelnych organów. Utwór brzmi jak spowiedź młodego mężczyzny, opowieść o dorastaniu, biedzie, wsparciu mamy w poznawaniu siebie, a także późniejsza jej choroba. Nie wiadomo, czy historia jest opowieścią mężczyzny, który kryje się za pseudonimem Orville Peck – czy wymyślonym na potrzeby utworu przekazem. Jednak rozemocjonowany głos artysty, który skacze od niskich do wysokich rejestrów wokalnych – jest całkowicie wiarygodny. 

Przejście przez Ep-kę Orville Peck Show pony było przeniesieniem się do kowbojskiego świata, w nieco innym niż standardowym wydaniu. Jak mówi autor

Bycie kowbojem nie ma nic wspólnego z twoim pochodzeniem; muzyką, jaką tworzysz albo noszeniem kowbojskiego kapelusza. […] Chodzi o bunt i znalezienie siły nawet wówczas, jeżeli jest się samotnym albo wyobcowanym.”.

I to na tej Ep-ce (pomimo utworu Legends never die) słychać dobitnie.

0 Shares
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You May Also Like
clairo immunity

Clairo – Immunity

Clairo – Immunity   Clairo z dnia na dzień stała się sensacją i wschodzącą nadzieją indie popu –…
Czytaj